Górnik Zabrze – Lech Poznań: batalia godna wicemistrza z mistrzem Polski


Górnik Zabrze odwrócił losy rywalizacji i zdobył trzy punkty w meczu z mistrzem Polski.

12 września 2026 Górnik Zabrze – Lech Poznań: batalia godna wicemistrza z mistrzem Polski
Zbigniew H.

Górnik Zabrze i Lech Poznań spotkali się w ósmej kolejce PKO BP Ekstraklasy. Był to hit tej serii gier. Wicemistrz nie ugrał choćby punktu z „Kolejorzem” w poprzednim sezonie, ale wyeliminował ekipę duńskiego szkoleniowca w Pucharze Polski. Na Arenie Zabrze obserwowaliśmy starcie dwóch głównych pretendentów do tytułu mistrza Polski. Górnik wygrał 2:1 po dublecie jokera.


Udostępnij na Udostępnij na

Wrócić wspomnieniami

Górnik Zabrze sprawdzał swoje umiejętności na tle Kolejorza, a kibice gospodarzy chcieli wrócić wspomnieniami do poprzednich spotkań. Słowacki szkoleniowiec ma dobrze zorganizowaną drużynę z dużą jakością. Jest ona wyrachowana i przygotowana na każdego rywala. Górnik Zabrze ma jednak swoje słabości. Pamiętamy zafrasowane miny trenera Michala Gašparíka po meczach w Europie i z GKS-em Katowice. Brakowało odrobiny szczęścia lub wykończenia składnych kombinacji tworzonych w bocznych sektorach boiska. Szwankowało ostatnie podanie, które mogłoby zamieniać się w gole dla wicemistrza Polski.

Górnik Zabrze, obudowany solidną defensywą i rosnącą formą Philippa Schulzego, czuł się bezpiecznie w tyłach. Kacper Urbański i Paulo Bernardo to gracze, którzy nie schowali swoich umiejętności do kieszeni w starciu z pomocnikami Lecha Poznań. Radosław Murawski, Gustav Berggren i Pablo Rodríguez nie stworzyli linii nie do przejścia dla zawodników Górnika. Wrócił Jarosław Kubicki, którego brak odczuwała ekipa triumfatora Pucharu Polski. Janis Antiste czekał na swojego pierwszego gola przy Roosevelta 81, a wiemy, że strzelać potrafi.

Gdy jednak zerkniemy w przeszłość, znajdziemy odpowiedź, która zaburza zabrzański optymizm. Górnik Zabrze pokonał przed własną publicznością drużynę Nielsa Frederiksena za czasów Jana Urbana. Spoglądamy na składy wyjściowe i szukamy zmian względem meczu z 6 grudnia 2024 roku, ponieważ wtedy Zabrzanie triumfowali na Arenie Zabrze. Ta perspektywa pokazuje, jak zmienił się klub zarządzany przez Lukasa Podolskiego. Erik Janža, Rafał Janicki i Josema wystąpili na początku grudnia przed dwoma laty i nadal przywdziewają barwy „Trójkolorowych”. Sześciu zawodników Lecha Poznań, którzy wyszli na ten mecz, pamiętało tamtą porażkę. Musimy wspomnieć, że Antoni Kozubal grał w tamtej rywalizacji. W Zabrzu nie ujrzeliśmy tego pomocnika z powodu kontuzji.

Kolejorz chciał wrócić wspomnieniami do wydarzeń z poprzedniego sezonu ligowego, gdy dwukrotnie ogrywał „Żaboli”. Te zwycięstwa przyczyniły się do triumfu Lecha Poznań w PKO BP Ekstraklasie w sezonie 2025/2026.

Na noże

Górnik Zabrze stworzył z Lechem Poznań od pierwszego gwizdka wielkie widowisko, w którym nikt nie chciał dać się zdominować. Gospodarze naciskali pressingiem na rywala już na jego połowie, a przyjezdni rozwiązywali te trudności w swoim stylu. Kolejorz dbał o jak najlepsze i najdokładniejsze rozgrywanie piłki, grając na jeden lub dwa kontakty. Podopieczni duńskiego trenera tylko w ten sposób mogli przebrnąć przez zabrzańskie zasieki. Przez pierwsze 15 minut oglądaliśmy świetny mecz, lecz bramkarze narzekali na bezrobocie. Zawodnicy nie dopuszczali przeciwników do dogodnych sytuacji albo zawodziło kluczowe podanie. Mikael Ishak nie wyczuł intencji swojego partnera, a Maksym Khlan dogrywał w pole karne z dobrym zamiarem. Piłka trafiła jednak pod stopy stoperów Lecha Poznań.

Niels Frederiksen wykonał gest, którym przekazał swoim piłkarzom bardzo ważną rzecz. Duńczyk zaapelował o większy spokój w grze uczestnika Ligi Europy. Obaj szkoleniowcy oklaskiwali swoich graczy i niejednokrotnie gestykulowali, analizując wydarzenia boiskowe.

Mecz stawał się zamknięty, więc czekaliśmy na przebłyski skrzydłowych. Każdy z czterech pojedynków w bocznym sektorze zapowiadał się pasjonująco, lecz obrońcy byli czujni. Allahyar Sayyadmanesh zszedł raz do środka i oddał celny strzał, po którym niemiecki bramkarz interweniował. Były gracz Lechii Gdańsk posłał pocisk ze stałego fragmentu, ale Mateusz Lis sparował piłkę. W tym spotkaniu ostrza obu drużyn wzajemnie się tępiły i ostrzyły. Obie ekipy prezentowały nieszablonowe wykonanie rzutów wolnych, ale futbolówka nie zatrzęsła się w siatce.

Zbigniew H.

Obraz meczu nabrał kolorów w 36. minucie, gdy Patrik Wålemark wrzucił piłkę w kierunku swojego kapitana. Philipp Schulze wyskoczył do piąstkowania, lecz uczynił to nad plecami Rafała Janickiego, który się uchylił. Niemiec zagrał piłkę pod nogi Allahyara Sayyadmanesha, a ten zachował zimną krew. Irańczyk spojrzał na bramkarza, zachował się inteligentnie i przelobował 23-latka. Letni transfer Lechitów nie wybił piłki z pola karnego, lecz dolał oliwy do ognia tej rywalizacji.

Oczekiwanie

Górnik Zabrze i gonitwa – znamy to połączenie, bo od początku sezonu jest ono bliskie drużynie wicemistrza Polski. Tak było w starciach w europejskich pucharach oraz w PKO BP Ekstraklasie. Początek drugiej odsłony zmusił Michala Gašparíka do potrójnej zmiany, ponieważ Zabrzanie wyszli ospali. Lech Poznań potrafił przejąć kontrolę nad przebiegiem meczu, choć nie podwyższał tętna gospodarzom. Yvan Ikia Dimi, Erik Prekop i Sondre Liseth – ta trójka miała obudzić 14-krotnych mistrzów Polski. Słowacki szkoleniowiec dostrzegł, że w tej rywalizacji było coraz więcej walki niż pięknej gry w piłkę. „Żaboli” przeszli na dwóch napastników, którzy nie oddadzą ani jednego pojedynku bez walki. Akcja zmienników wyrwała z marazmu Mateusza Lisa, ponieważ Liseth wykorzystał podanie od Ikia Dimiego. Bramkarz odbił jednak to uderzenie.

Reagował Niels Frederiksen, który był świadomy, czego potrzebował jego zespół. Leo Bengtsson wszedł, aby wspomóc Michała Gurgula w starciach ze świeżo wprowadzonym francuskim skrzydłowym. Filip Jagiełło zastąpił Radosława Murawskiego, licząc na nową energię w środkowej strefie.

Górnik Zabrze wpakował piłkę w pole karne mistrza Polski, ale brakowało konkretów. Lech Poznań bronił nisko, lecz wykorzystywał każdy moment do wyjścia z kontrą. Te chwile pozwalały Kolejorzowi uciec z własnej połowy i przyczaić się na błąd. Takie obrazki trwały jednak krótko i wracaliśmy do zabrzańskiej nawałnicy.

Decyzyjność

Kacper Urbański – postać, o której mówimy od początku tego sezonu, znów udowodnił swoją olbrzymią wartość. Reprezentant Polski przyczynił się do dwóch goli Górnika Zabrze. 22-latek zdecydował się uderzyć zza pola karnego, ale jego zablokowany strzał wyleciał za linię końcową. Były gracz włoskich klubów pobiegł szybko wykonać rzut rożny i zanotował asystę przy bramce Erika Prekopa. Zabrzanie dopięli swego w 76. minucie i przełamali poznański mur. Na tym nie skończył się istotny wkład polskiego pomocnika, który cztery minuty później znów zachował się sprytnie. Tym razem gracz urodzony w Gdańsku wznowił grę z narożnika. Erik Janža obsłużył Erika Prekopa, a Słowak stał się bohaterem wicemistrzów Polski.

Od 80. minuty odwróciły się role w tej potyczce, ponieważ to goście zabarykadowali dostęp do własnej bramki. Lech Poznań odbijał się od defensywy Michala Gašparíka, a rezerwowi słowackiego trenera okazali się kluczowi. Luis Palma nie szarpał ani razu, nie budząc postrachu, a Yannick Agnero przeszedł obok tego spotkania.

Górnik Zabrze wrócił wspomnieniami do meczu z pierwszej kolejki, gdy wygrał ze Śląskiem Wrocław 2:1. Wicemistrz Polski zasiadł na fotelu lidera i będzie chciał uciec od stawki w najbliższy wtorek. Korona Kielce będzie rywalem podopiecznych Michala Gašparíka w zaległym meczu ligowym. Lech Poznań zasmakował natomiast goryczy porażki po raz pierwszy od blamażu z Aarhus GF i po raz drugi w sezonie 2026/2027. Czy w tym roku bezpośrednie starcia znów zadecydują o losach mistrzowskiego tytułu?

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze